piątek, 19 maja 2017

Sprawa Justyny Bura w świetle nielegalnych adopcji oraz handlu żywym towarem i organami



Jak już wcześniej pisałam w jednym ze swoich artykułów coraz bardziej na jaw wychodzą brudne sprawki dotyczące nielegalnych adopcji, dziwnych porwań dzieci, handlu organami oraz żywym towarem. Odnoszę wrażenie, że ten proceder staje się coraz bardziej nagminny i niemal stał się nieodłącznym elementem naszego polskiego „piekiełka”. Niestety nikt nie interesuje się tym tematem, dopóty, dopóki ten dramat nie stanie się ich udziałem.

Przystępując do napisania tego artykułu przyznam szczerze, że nawet nie wiem od czego zacząć, ponieważ temat ten jest bardzo wielowątkowy, a w proceder zamieszane są liczne rządowe, pozarządowe, społeczne i religijne organizacje, pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego. Tylko pozornie naturalnie, gdyż jest to dobrze zorganizowany „przemysł”, nieliczny jaki się „opłaca” w dzisiejszej Polsce, jako, że wszystkie inne gałęzie przemysłu zostały skutecznie wyeliminowane. 

Zacznę może od wprowadzenia państwa w temat tragedii, jaka stała się udziałem Justyny Bura i jej malutkiej 6 letniej córeczki, którą z dnia na dzień ku jej ogromnemu zaskoczeniu pozbawiono prawa do wychowywania dziecka, które sama, bez pomocy urzędów urodziła i chowała do 6 roku życia. Sprawa Justyny nie jest dla mnie jedynie wirtualną czy medialną sensacją, jako, że dane mi było poznać ofiary tej prawniczej farsy osobiście jeszcze przed tą tragedią, zatem znałam wszystkie szczegóły dotyczące jej życia zawodowego oraz rodzinnego. 

Otóż od dawna Pani Justyna Bura była jakby wrzodem na tyłku patologicznie myślącej rodziny. Po śmierci jej matki była notorycznie dyskryminowana przez swoją siostrę, łakomą na majątek oraz ojca, który dziwnie podporządkowywał się wytycznym jej siostry, a i chyba on sam za drugą swoją córką Justyną specjalnie nie przepadał. Cóż takiego leżało u podstaw tego konfliktu? Otóż oprócz podtekstu ekonomicznego, dużą rolę odegrał tu brak akceptacji ze strony rodziny z powodu jej niestandardowych i niesystemowych zarówno zainteresowań, jak i przekonań, które nie wpisywały się w standardowe schematy myślowe tzw. poprawnego myślenia. 

Pani Justyna Bury realizowała się wg własnego pomysłu na życie i zgodnie ze swoją pasją zajęła się hodowlą koni, ich przygotowywaniem do wyścigów oraz hippiką. To było oczywiście powodem notorycznej jej krytyki, a tak naprawdę dobrym pretekstem do zrobienia z niej wariatki i odebrania jej praw do nieruchomości. I tu zaczęła się jej gehenna. Rodzina w postaci ojca, siostry oraz szwagra przystąpili do skutecznego, systematycznego działania na jej szkodę, aby doprowadzić do sytuacji, z której nie będzie miała wyjścia. Na skutek ich licznych donosów został jej przydzielony z urzędu kurator. Każde wkroczenie kuratora do rodziny, staje się zalążkiem dramatu rodzinnego, bo jak się państwo przekonacie jest to sprytnie zorganizowana i zakamuflowana machina niszczenia rodzin i więzi rodzinnych. 

Ale wróćmy do Justyny Bura. Otóż jak się okazało dnia 12 maja odkryła ona szokującą prawdę, że jej dziecko w trybie nagłym i pilnym, bez żadnego jej uprzedzenia, zostało oddane do adopcji, uwaga!!! jej siostry i szwagra, którzy za jej córką specjalnie nie przepadają. Justyna Bury tego feralnego dnia poszła jak zawsze do przedszkola odebrać dziecko, ale została poinformowana, że dziecko już zostało odebrane przez jej siostrę, której towarzyszyła pani kurator z sądu rodzinnego dla Żoliborza, z gotowym glejtem na adopcję, a siostry Salezjanki prowadzące to przedszkole chętnie dziecko wydały. Jak się okazuje w świetle przeprowadzonego prywatnego śledztwa przez szereg osób pomagających Justynie Bura, Salezjanki od początku były wtajemniczone w ten podstęp. 

13 maja siostra pani Justyny, powiedziała jej w rozmowie telefonicznej, co następuje: 
 „pani kurator dała nam wybór: albo przyjmiemy z mężem pieczę zastępczą nad Julką, albo zostanie ona przekazana obcej rodzinie, tak że ani matka, ani nikt bliski nie będzie nawet wiedział gdzie się znajduje i co się z nią dzieje.” 
Piękna, pokrętna retoryka, ponieważ kiedy zobaczyli, że matka  prężnie przystąpiła do odzyskania dziecka, jej szwagier stwierdził co następuje: 
"ma on tego wszystkiego dość i jeśli Justyna się nie PODPORZĄDKUJE, to odda gdzieś Julkę i nie obchodzi go, co się z nią stanie". 
TAKIM LUDZIOM SĄD POWIERZYŁ OPIEKĘ NAD DZIECKIEM 

Zapał rodziny zastępczej ostygł, kiedy okazało się, że na skutek natychmiastowego wdrożenia przez Panią Bury akcji odzyskania dziecka, wszelkie gratyfikacje, które miały stać się ich udziałem, zostały wstrzymane, a w nich 500+, alimenty od ojca biologicznego oraz niebagatelna sumka 2500 tys. złotych, które tzw. rodziny adopcyjne otrzymują za trud wychowania. Zaznaczyć trzeba dobitnie, że rodzice biologiczni, nawet jeśli borykają się z trudnościami ekonomicznymi na takie gratyfikacje liczyć nie mogą. Jedyne na co mogą liczyć to opresyjne wręcz monitorowanie każdej ich aktywności, co szczególnie dotyczy rodzica samotnie wychowującego swoją pociechę. 

Mama Julki, pani Justyna Bura jest zdesperowana. Obecnie pani Justyna Bura nie ma kontaktu ze swoją córką. Mąż jej siostry najchętniej oddałby Julkę „gdziekolwiek” gdyż „nie obchodzi go, co się z nią stanie”. Kilka zdań wcześniej narzekał, gdyż okazało się, że nie ma dostępu do 500+ i alimentów na Julkę „bo sąd to zablokował”. 

Jak się okazało w toku dochodzenia prywatnego te święte siostry Salezjanki doskonale współpracowały z całą pajęczyną oszustwa, gdyż wystawiły Justynie Bura niezłą laurkę, co widnieje jak byk w aktach sprawy, sprawy, która toczyła się ponoć od 2015 roku przy kompletnej niewiedzy matki, zaocznie. Jak rzekły te „świętsze” od Boga panienki w habitach, ponoć dziecko Pani Bury przychodziło zaniedbane do przedszkola, w za małych ubraniach, co jest absolutnym kłamstwem, gdyż sama wielokrotnie Julkę widziałam i dziecko było zawsze zadbane. Dodatkowo stwierdziły, że dziecko miało zbyt płytkie więzi emocjonalne z matką, gdyż zbyt mocno kleiły się do sióstr. Owszem mała była dzieckiem emocjonalnym i zbyt ufnym, a ponieważ los pozbawił ją ojca i babci szukała jakby ersatzu w każdej osobie dorosłej. 




Przedszkole o zgrozo nosi nazwę „Aniołów Stróżów”. Boże chroń nas od takich aniołów. Uprzedzałam Justynę Bury wielokrotnie i uczulałam na wszelkiego rodzaju denominacje religijne, ale Justyna Bury miała zakodowane religijne poddaństwo i wierzyła w dobre intencje sióstr. Teraz przejrzała na oczy.

Ponieważ stało się jak się stało, postanowiłam prześledzić tą salezjańską sektę i jej działalność, tym bardziej, że jest mi wiadomo nie od dziś, że za nielegalnymi adopcjami, często zagranicznymi, choć nie tylko, a także za innymi podejrzanymi aktywnościami, w tle stoją również, poza aparatem tzw "prawa" różnego rodzaju denominacje religijne.

Otóż te Salezjanki są bardzo aktywne na polu pedagogiczno-oświatowym, a więc uwiły sobie gniazdka w przedszkolach i szkołach wszystkich szczebli nauczania, a na dodatek prowadzą zakrojone na szeroką skalę misje nawracania na "właściwą" religię na całym świecie.

Zarówno w Internecie, jak i na facebooku rozgorzała ostra walka o dziecko Justyny Bura, a osoby pomagające jej w tej walce zamieszczają w sieci coraz to nowe artykuły, wywiady z nią oraz dostarczają ciekawych bieżących informacji.

Jedna z osób zaangażowanych w jej walkę o odzyskanie 6 letniej córeczki, za zgoda poszkodowanej matki, opublikowała postanowienia sądu. Oczywiście standardowo w identycznych przypadkach zawsze próbuje się ofierze przybić łatkę osoby niepoczytalnej umysłowo, czyli używa się czysto stalinowskich metod. To nagminne działanie organów ścigania, kiedy chcą zastraszyć i osaczyć ofiarę. Osoby, które śledzą te mechanizmy, odnoszą wrażenie, że "choroby psychiczne" stały się niemal pewnego rodzaju epidemią. Pychiatryzowanie ofiary doskonale widać na przykładzie dr Zbyszka Kękusia, którego wiedza, wypowiedzi oraz przenikliwość umysłu raczej świadczą o ponadprzeciętnej inteligencji, a nie o chorobie psychicznej. Wariatem teraz może stać się każdy. 

Oto dokument sądowy w tejże sprawie: Proszę zwrócić uwagę na tempo:od czerwca 2015 nic się nie dzieje i nagle 11 maja b.r. państwo Trojanowscy składają wniosek o ustanowienie ich rodziną zastępczą, przypadkiem wniosek ten zostaje rozpatrzony już następnego dnia (12 maja rano) i tego samego dnia - już o 14 z minutami dziecko zostaje w (wątpliwym) majestacie prawa uprowadzone z przedszkola.

Strona 1

Strona 2

Na facebooku jest zamieszczony wywiad z matką dziewczynki, tak, że osoby posiadające tam konto mogą obejrzeć rozpaczliwy apel matki:


A teraz przyjrzyjmy się co dzieje się za parawanem nielegalnych adopcji, handlu organami, seksualizacją dzieci i wykorzystywaniem ich jako taniej siły roboczej. Swojego czasu pisałam artykuł 

China Lake oraz miasto Bakersfield, czyli centrum tortur


Oczywiście tu sprawa dotyczy niby nie naszego podwórka, ale jak się okazuje tego typu praktyki zdarzają się na całym świecie, a zawodowe rodziny zastępcze stały się nie tylko sposobem na życie i zarobkowanie, ale często są one jedynie parawanem przerzutu zagranicznego dzieci. W rodzinach tzw. zastępczych, zawodowych - dzieci są jedynie niejako przejazdem do gorszego świata, a za tym już stoją potwornie duże pieniądze.

Problem ten jest poruszany przez działającą prężnie Fundację Dobrego Pasterza , którą prowadzi Paweł Bednarz, drugi, współczesny Korczak, któremu los dzieci nie jest obojętny. Na jego stronę facebookową i nie tylko, trafiłam dzięki badaniu tego procederu, którego mechanizmy znałam zanim zapoznałam się z jego stroną.

Okazuje się, że to co naiwni nazywają teoriami spiskowymi, bynajmniej teoriami nie są, a są wręcz przerażającą, wszechogarniającą praktyką. Ujawniona ostatnio afera Pizzagate jest zapewne jedynie wierzchołkiem góry lodowej.

Oto nagrania ze strony Fundacji Dobrego pasterza, które pokazują grozę tego, jak obecnie pod płaszczykiem prawa steruje się umysłami dzieci, jak się nimi kupczy, jakich potworności się na nich dokonuje, zarówno psychicznych jak i fizycznych.  Dlatego nawet życie dziecka w biednej rodzinie ale z biologicznymi, kochającymi rodzicami jest dla nich wręcz błogosławieństwem, a wszelkie ingerencje w naturalne więzi rodzinne są zbrodnią na psychice dziecka w najlepszym wypadku, gdyż często kończą się ich wielką tragedią.

Oto relacje ludzi, którzy zdecydowali się przerwać milczenie owiec:






A oto relacja osoby, która tak samo jak ja zna zarówno poszkodowaną Justynę Bury, ale zna również mechanizmy tego kryminalnego procederu, w którym uczestniczą osoby z pierwszych stron gazet, przedstawiciele prawa, kuratorzy, sędziowie, pracownice OPS oraz naturalnie wszelkiego rodzaju ruchy religijne od największych do najmniejszych sekt, a jak wiadomo wszystkie religijne denominacje mają jednego pasterza Watykan, gdyż żadna nie miałaby przyzwolenia na oficjalne działanie bez zgody  głównego dowódcy w hierarchicznej strukturze władzy.

Oto relacja mojego znajomego o prawach i mechanizmach działania,  o których wiem od dawna. gdyż życie i jego dziwne zawirowania doprowadziły mnie do tego poziomu wiedzy, która przyznam czasami jest dla mnie ogromnym ciężarem. Jednakże jest takie powiedzenia, że aby zło zatriumfowało, wystarczy, aby dobrzy ludzie nie robili nic:


Mechanizm zła w czystej postaci


"Znam przypadki, że te Panie (zastępcze rodzicielki) traktują te dzieci jak tanią siłę roboczą i nie tylko, a i swojego rodzaju "piorunochron", na którym rozładowują swoje emocje, te negatywne też. 

Raczej powinny prowadzić zakład tresury psów. Jest jednak coś gorszego.

Przyzwyczailiśmy się do kategoryzacji i szeregowania wszystkiego co nazywamy "KOŚCIOŁEM" jako Kościół Katolicki. Rzeczywistość nie jest jednak tak prosta. Obecnie wystarczy zarejestrować "ZWIĄZEK WYZNANIOWY". Potem zwrócić się do Watykanu o uznanie tego Kościoła i już pozamiatane. I nikogo nie interesują realne i prawdziwe cele.

Kiedyś potrzebne to było do unikania podatków od sprowadzanych samochodów na cele tzw. "Kościoła", ale życie nie znosi próżni i pojawiły się inne możliwości takie jak nabywanie albo przejmowanie ziemi od starszych ludzi, osiąganie nieopodatkowanych dochodów i to nie tylko z tacy itp.

Teraz pojawił się nowy biznes DZIECI.

Wystarczy, że ma się kilku "ustosunkowanych posłów" i można zmienić ustawę tak, żeby umożliwić pod pozorem "dobra dzieci" adopcję zagraniczną,  potem zaprosić "do współpracy" kilka osób z Mopsów i Sędziów i biznesik się kręci.....

Kiedy zacząłem się zajmować tym tematem w 1996 roku , odbierając uprowadzone i wywiezione za granicę dziecko przez jego własną Babcię "ustosunkowaną dosłownie z lokalnym Prokuratorem", myślałem, że jest to jedyna przyczyna i przykład tzw "małpiej miłości", gdyż ta starsza Pani miała kiedyś swoją córkę, która zmarła.

Kiedy więc jej synowi i jego żonie urodziła się córka, postanowiła rozwalić tę rodzinę, z matki zrobić "k...wę i wariatkę" a potem zabrać tą dziewczynkę.

Przy pomocy "dyspozycyjnych Sędziów" można zalegalizować to niby zgodnie z prawem i pozamiatane.

Nie udało jej się to. Dziś ta dziewczynka to kobieta, która ma własną rodzinę i córeczkę bardzo do niej podobną. Potem zaczęły spływać do mnie inne podobne historie., ale jeszcze bardziej przerażające. Przykład...?

Mamy duży domek i trzeba to ogrzać utrzymać itp.. Przypominamy sobie, że w szkole mieliśmy koleżankę...opis jej pominę, żeby nikogo nie urazić...ona pracuje w OPS-ie. Zapraszamy ja na kawę. i wtajemniczamy w nasz plan.

Prosimy, żeby ona pomogła nam, bo ma znajomości z kuratorami itp zdobyć uprawnienia tzw. "zawodowej rodziny zastępczej". Potem tylko trzeba "dotowarować" dom dziećmi.

Od tego jest znajoma i wybierze dzieci nieproblemowe, przede wszystkim zdrowe, których matki są po prostu biedne, a reszta to formalność ..OPS składa wniosek do sądu rodzinnego o odebranie dziecka, sąd rodzinny wyposażony w mechanizm odbierania pod pozorem dobra dziecka czy dzieci  i sąd wydaje postanowienie, często w trakcie trwania postępowania, a matka idzie do szkoły czy przedszkola itp, i dziecka nie ma, ponieważ policjanci zamiast głowy mają pałki chyba i bez psychologa dziecięcego zabierają je jak bandytę ze szkoły. I pozamiatane..... (od siebie dodam, że nawet opinia psychologa też może być wydana przez dyżurnego biegłego sądowego), tak, że wszystkie chwyty dozwolone

Dlaczego tak? RODZINA ZASTĘPCZA ZAWODOWA DOSTAJE OK 2500 ZŁOTYCH NA DZIECKO A TERAZ + 500 X 10 MAMY MIESIĘCZNIE 25000? A przy okazji ma tanią siłę roboczą, a i na zagranicznej adopcji można zarobić. A dziećmi wydanymi za granicę nikt się już nie interesuje, więc mogą one trafić do bogatych zboczeńców, do burdeli, jako części zamienne, na rytuały satanistyczne, a jeżeli trafią jako tania siła robocza, to mają naprawdę w tym wszystkim dużo szczęścia."

Zauważcie Państwo, że odkąd istnieją adopcje, kobiety lub małżeństwa naprawdę gotowe na poświęcenie i ratowanie tych opuszczonych maleństw np, z powodu bezpłodności jednego z partnerów, mają marne szanse na adopcję. Tym ludziom proponuje się dzieci z próbówki.

Dlatego uczulam ludzi dobrej woli na obserwowanie tego zjawiska i natychmiastowe reagowanie oraz wspieranie matek w swoich rodzinach i wśród swoich sąsiadów zanim stanie się tragedia.



Popularne posty

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *